Jestem miłośnikiem europejskich miast, dużo podróżuję pracując i zwiedzając. Duża ilość podróży w dzieciństwie wiązała się z pracą i postawą ojca: filozofa, profesora Leszka Nowaka, który ze względów politycznych został usunięty z uniwersytetu w 1985r. i wykładał na wielu uniwersytetach Europy. Jednocześnie jego twarda obrona prawdy okupiona rokiem więzienia, stanowi dla mnie niedościgniony wzorzec cnoty i nie mogę być obojętny wobec nieprawidłowości życia publicznego w Poznaniu.
Nie mogę też spokojnie patrzeć na widoczny już gołym okiem odwrót Poznania od europejskiego kierunku rozwoju (wynik 10 lat "pracy" nad psuciem kierunku politycznego w mieście), który dziś jeszcze nie tak mocno, ale w przyszłości przyniesie Poznaniowi zastój i zmarnotrawi przewagę jaką wobec innych polskich miast Poznaniowi wypracowali nasi przodkowie.
Od dawna obserwuję i komentuję życie Poznania, ale działalnością społeczną zająłem się niedawno. W ciągu dwóch lat opublikowałem dwa artykuły w sprawach miejskich w Gazecie Wyborczej. W imieniu Stowarzyszenia My-Poznaniacy opracowywałem wnioski do Planu Zagospodarowania dla Grunwaldu Północ. Przygotowywałem też skargę na barbarzyńskie Warunki Zabudowy na drugą część Tworu Marcelin. Zostałem niedawno powołany na Członka Zarządu Stowarzyszenia My-Poznaniacy.
Wiosną tego roku wymyśliłem i współorganizowałem z 50-cioma osobami akcję zbierania podpisów pod utworzeniem samorządowego Osiedla Stary Grunwald obejmującego historyczny obszar willowy Grunwaldu. Zebraliśmy głosy ponad 1/3 mieszkańców (2500 – jedna z większych akcji obywatelskich w historii wolnego Poznania), lecz nasi politycy zdają się być głusi na głos społeczeństwa.
Jestem żonaty z ukochaną Justynką i mam dwóch cudownych synów Tadka i Leszka (3 i 6 lat). Pochodzę z wielkopolskiej rodziny z tradycjami. Jeden z dziadków był Powstańcem Wielkopolskim, wcześniej wcielony do pruskiej armii brał udział w Bitwie pod Verdun. W wolnej Polsce prowadził z babcią znaną międzychodzką piekarnię, która została rozkradziona najpierw przez wojska hitlerowskie, później stalinowskie. Po wojnie jako właściciel małego majątku został uznany za kułaka. Po piętnastu latach dręczenia, zabierania większości plonów i biedowania rodziny w końcu zrezygnowany sprzedał gospodarstwo i osiadł w Poznaniu. Babcie wniosły powiew międzynarodowy do mojej tożsamości - Helena była z pochodzenia węgierką, której rodzina osiadła w XIX wieku w Galicji, Maria pochodziła z osiadłej od stuleci w zachodniej Wielkopolsce rodziny niemieckiej. Babcia Maria zmarła gdy miałem 3 lata, więc nie miałem zbyt dużo kontaktu. Natomiast u babci Heleny w Międzychodzie po części się wychowałem jeżdżąc na długie wakacje. Helena była polonistką i długoletnią przewodniczącą rady narodowej w Międzychodzie. Do dzisiaj pamiętam jej fotel w Radzie, jej stemple, którymi się bawiłem i rozmowy o tym co robi, co zrobić może, a czego nie. Pamiętam też jej ambiwalentny stosunek do PZPR, choć była jej członkinią i częścią systemu. Jej syn, mój ojciec Leszek Nowak był już jednym z trybów który wyważył system, w którym ona działała. Ale to już szersza historia dobrze opisana w ludzkiej pamięci, czy choćby w internecie.
Nie myślałem nigdy, że podążę drogą babci Heleny zajmując się samorządem. Zawsze bardziej interesowałem się sprawami ogólnopolskimi wzorem mojego ojca. Jednak mieszkając za granicą zawsze wyobrażałem sobie jak może wyglądać ten czy inny kawałek Poznania, jeśli o niego zadbać. I teraz wiedząc już więcej o zarządzaniu miastami nie mogę patrzeć jak marnujemy NASZ POTENCJAŁ. I wiem, że zmiany - choć zajmą nam dekady - czas rozpocząć już. Czas skorzystać z KNOW-HOW Europy Zachodniej. W końcu chcę by Tadek i Leszek mogli być dumni ze swojego miasta. I to dla nich chcę zmienić kierunek rozwoju Poznania.
Dzisiaj z Poznania mieszkańcy uciekają pod miasto przez pogarszające się warunki życia i chaos planistyczny. W 10 lat ludność gmin podpoznańskich wzrosła o niemal 80 tys. mieszkańców i ten trend oznacza w przyszłości dla Poznania finansową ruinę. Nowoczesne inwestycje w tej dekadzie w większości omijają Poznań i trafiają do lepiej przygotowanych miast, gdyż Poznań ma o niemal 1/3 mniej nowoczesnych biur już nie od Warszawy, ale od Krakowa, Trójmiasta i Wrocławia.
Dzisiaj po prostu zadowoleni z siebie „jedziemy” na efektach pracy pokoleń naszych przodków i jeszcze przodujemy w rankingach, ale coraz bardziej tracimy przewagi nad innymi polskimi miastami. Czas wziąć się po poznańsku do pracy!