...spojrzenie z Poznania

4.04.2011

Spis Powszechny, a Ślązacy

Wiele komentarzy i emocji wzbudziła ostatnio wypowiedź J. Kaczyńskiego sugerująca, że za nawoływaniem działaczy Ruchu Autonomii Śląska do wpisywania narodowości śląskiej w Spisie Powszechnym kryją się "interesy niemieckie", czy jakoś tak to zostało ujęte - mniej lub bardziej dokładnie.

http://www.rp.pl/artykul/16,636868-Kaczynski-i-awantura-o-Slazakow-.html

 Wizja narodowości śląskiej jest dzisiaj równie realna jak kaszubskiej. A czy zasadna to zależy od stopnia poczucia tożsamości, więc to kwestia subiektywna. Bez wątpienia też nieprędka. Kwituję jedynie jednym zdaniem, że uważam ją także subiektywnie za niepożądaną. Ale to sprawa indywidualna człowieka za kogo się uważa i od mądrości (oby!) przeszłych rządów polskich zależy czy kolejne pokolenia Polaków za polaków uważać się będą chciały. Nie da się tego zadekretować.

Ważniejsze jednak, że Polska cierpi na chorobę francuską, która się zwie centralizacja i unitaryzacja na siłę, wbrew naszej tradycji. Polska zawsze była krajem dużej różnorodności. Być może nie tak wielkiej, jak Niemcy, Włochy, bez wątpienia nie takiej jak Szwajcaria, czy Belgia. Jednak daleko nam bliżej do tych społeczeństw, niż tych jednorodnych.

Jeśli się wczytać w postulaty RAŚ, w toczące się wśród tamtych ludzi od kilkunastu lat dyskusje, to zupełnie jasne się staje, że nie chodzi im o jakiekolwiek separatyzmy, lecz samorządność. Tylko trzeba posunąć się kawałek dalej w lekturze niż nagłówek artykułu.

Dzisiaj Polska jest krajem jeszcze bardziej scentralizowanym niż Francja (tam od 1982 począwszy następuje powolna decentralizacja). Reformy prof. Kuleszy (opracowane już w 1992 roku i opóźniane przez 7 lat) były tylko w zamyśle początkiem. Potem Unia Wolności się posypała i temat zniknął z debaty publicznej. A przypomnę, że autonomia dla dużych regionów także w Wielkopolsce przed 15tu laty była ważnym tematem w debacie publicznej. Z tym zagadnieniem wiążą się dziesiątki aspektów, których z centralistycznej Warszawy zwyczajnie nie widać.

Ale to nie znaczy, że Polska jest właściwie poukładana. Bynajmniej. Moim dzieciom będę wskazywał jako wzorce kraje, które ulokowały swoje stolice w niewielkich ośrodkach miejskich bez istotnej roli gospodarczej, czy kulturalnej (Berno, Waszyngton, Bonn, Canberra, Ottawa) mających charakter stolic administracyjnych, które potrafiły się zorganizować z dbałością o regionalizmy, o szacunek dla nich, o samorządność jak najpełniejszą, gdyż tylko pielęgnacja, a nie uciskanie różnorodności scala kraj i społeczeństwo.Pamiętajmy o próbach odmowy autonomizacji dla Tyrolu Południowego we Włoszech, dla Kraju Basków i Katalonii w Hiszpanii, dla Ulsteru, Szkocji i Walii w Wielkiej Brytanii, na Korsyce we Francji. Wszędzie były napięcia, często kończyły się walkami zbrojnymi. Tak, tak, to miało miejsce niedawno, w latach 60 i 70-tych.

www.silesia.restituta.eu/forum/viewtopic.php?f=2&t=71

W spisie powszechnym wpiszę oczywiście narodowość: Polak, Wielkopolanin. W końcu to tu Polska powstała.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie nie mam na tę kwestię spojrzenia takiego jak większość starych Poznaniaków. W końcu wzrastaliśmy na opozycji niemieckiej wpojonej przez kilka pokoleń, które zakłóciły wcześniejsze wielowiekowe współistnienie. Ale moja babka była rodowitą Niemką wspierającą mojego dziadka walczącego z Niemcami podczas Powstania Wielkopolskiego w zachodniej Wielkopolsce. Ja podlegałem niemieckiej propagandzie post Brandtowskiej, na MTP jako dziecko zbierałem oznaki ze znaczkiem (D), gdyż znaczek (D) widywany na niemieckich samochodach był najbliższą oznaką cywilizacji, i jeszcze oznaką niezakłamania wbrew propagandzie PRL według której oznaką cywilizacji był Kraj Rad. Następnie dwa razy po roku spędziłem w Könistein w Górach Taunus koło Frankfurtu nad Menem i na Westendzie we Frankfurcie nad Menem. Chodziłem tam do szkoły, uczyłem się niemieckiego. Podczas pierwszego wyjazdu jako 9-cio latek nie chciałem już wracać do Polski z tego kolorowego świata do szarzyzny i marazmu. Potem nastała Solidarność'80 i Stan Wojenny, które przeorały moją świadomość. Wyjeżdżając kolejny raz w 1983 wiedziałem już gdzie i dlaczego jest mój dom. Potem jeszcz dwa półrocza spędziłem w Berlinie Zachodnim, a między nimi z Holandii płakałem w telewizor obserwując upadek Muru Berlińskiego. W dorosłym życiu dalej miałem wiele wspólnego z Niemcami, często podróżuję w różne części, dwa lata pracowałem w północnej Bawarii w centrali koncernu. Nie mam antypatii do Niemców, poznałem ich na tyle dobrze by mieć jasny obraz różnorodności tego społeczeństwa. Jednak przede wszystkim mam też świadomość różnorodności naszego polskiego społeczeństwa i widzę jak ważną rzeczą jest przyjęcie rozwiązań innych różnorodnych krajów dla złagodzenia wewnętrznych napięć i poprawy efektywności rozwoju.


3.04.2011

Wczoraj kupiłem w Biedronce Borgo Cipressi białe Orvieto DOC. Kupiłem, gdyż nie było niczego innego! Pustka. Nie spodziewałem się wiele po czerwonym Chianti DOC także etykietowanym Borgo Cipressi, ale bardzo miło mnie zaskoczyło. Przeciętnie dobre. Za 2,50 EUR naprawdę niezłe. Potem jeszcze zobaczyłem, że Orvieto DOC to między innymi Trebbiano i Malavasia. I Justynka wyczuła, że ma bukiet przypominający jedno z naszych ulubionych Frascati (min. Malavasia) oraz prostotę najbardziej ulubionego Soave (podstawą Trebbiano).


31.03.2011

O winie. I nie mam poczucia winy ;-)


fot. ze strony http://www.smakitalii.pl/

Sprzedawcy win klną na dyskonty, już co czwarte wino sprzedawane jest w nich właśnie. Nie znam tego rynku, więc wypowiadał się na temat przyczyn nie będę. Ale różnica w cenach tej samej klasy wina po obu stronach Odry dochodząca do 150% pewnie nie pozostaje bez wpływu. Podobnie ze względu na akcyzę jest w Danii i na granicy z Niemcami funkcjonują sklepy z towarami specjalnie dla Duńczyków. Wyjeżdżają oni stamtąd z bagażnikami pełnymi alkoholi, słodyczy, węgla drzewnego i co tam jeszcze w Danii jest wysoko opodatkowne, a obszar oddziaływania to pas 100 km od granicy.

Ostatnio szum wywołały wina z Biedronki. Zainteresowanie i krytykę. I tak od grudnia próbuję sobie co rusz jakieś. I oczywiście win cudownym tam nie ma, ale godne polecenia już tak. Urok niektórych (!) win w niektórych (!) dyskontach polega na tym, że kosztują one nieco tylko więcej niż za Odrą i należą do podstawowych win codziennego spożycia, ale często już drugiej klasy klasyfikowanej o kontrolowanym pochodzeniu. Czyli zamiast płacić 30-40 PLN za wino kosztujące w markecie na Zachodzie 2,50-4,00 EUR, płacimy w Polsce 10-15 PLN.
Oczywiście można płacić za wino więcej, ale mnie zwyczajnie nie stać na wyższy poziom jakościowy. Takie wina we Włoszech oznaczają ceny od 10 EUR, a w Polsce ok. 80 PLN. Prawie takich nie pijam. Natomiast poziom przyzwoitej przeciętności i dużej różnorodności (odczuwania cech charakterystycznych dla gatunków, regionalnych kupaży, czy roczników) odczuwam właśnie przy poziomach cenowych od 3-5 EUR. Dlatego niezależnie od fali ataków cieszy mnie atak na wina ze strony dyskontów.
Zresztą znawcą, ani smakoszem wina nie jestem, a jedynie konsumentem. Choćby dlatego, by zyskać jakąkolwiek znajomość rzeczy, od 10 lat w 70-80% pijam wina włoskie. Dlatego poniżej kilka moich propozycji na w polskich warunkach tanie i dobre włoskie wino, które podesłałem już znajomym z klubu.

Polecam z czystym sercem i sumieniem (prawie wszystkie z Biedronki):
a) białe
Gavi z Piemontu
Trebbiano d'Abruzzo
Pinot Grigio z Trentino (w Aldi)

b) czerwone
Morelino di Scansano, czyste Sangiovese z południowej Toskanii
Barbera d'Alba z Piemontu
Lacrima Morro d'Alba z Marche

Są też droższe, po 25-30 DOCG z Barolo, Nobile di Montepulciano oraz Recioto Valpolicella. Na razie z nich próbowałem Nobile di Montepulciano (także Sangiovese) i jest na pewno jednym z tańszych Nobile, ale wcale nie oznacza to, że nie wartym uwagi. Jak się je napowietrzy, to w cenie 25 PLN bije wszystkie wina, które piłem z innych sklepów w cenach do 50 PLN.

Ale w żadnym razie nie można powiedzieć, że to dotyczy wszystkich win w dyskontach. W Lidlu na włoskich się raczej nacinałem. Montepulciano d'Abruzzo wypada słabo, moje ulubione lekko musujące Prosecco z Veneto miało przykrą goryczkę, w Netto kupiłem Valpollicellę (chyba moje najbardziej ulubione czerwone wino znad Werony) i czułem, że to Valpollicella, ale ... więcej jej nie kupię. W Biedronce jest Chianti Borgo Cipressi za 10 PLN, do którego warto dopłacić 2-3 PLN i kupić jednak coś innego. Też w Biedronce naciąłem się na sycyliskie IGT białe Grillo i czerwone Nero d'Avola, po których ordynarnie łupało w czaszce i paliło w przełyku.
 Szczególnie za to zwracam uwagę na Lacrima Morro d'Alba.Pierwszy raz próbowałem ją z Biedronki właśnie. To wino z bardzo wąskiego pasa wybrzeża na północ od Ancony z pasa nadmorskiego, gdyż wyżej rośnie słynne tamtejsze Verdicchio. Lacrima nie jest winem łatwym, niezwykle intensywnie fiołkowym, to w Biedronce jeszcze na pierwszy nas jest silnie różane. Zapewne przez to nie jest to szczep rozpowszechniony.

http://www.smakitalii.pl/poznaj/wina-i-potrawy/wina/lacrima-di-morro-dalba.html


31.03.2011


Przed chwilą wysłuchałem w TOK Fm "Owczarka" Cezarego Łasiczki i rozmowę z dominikaninem bratem Krupą. Miła, inteligentna rozmowa, która jakoś poruszyła mnie. Trzy ciekawe spostrzeżenia w 14 minut.
1. W Polsce w rozmowach o naszych problemach najczęściej przedmiotem rozmowy są albo osoby związane ze sprawami które nas dotyczą, albo wydarzenia związane ze sprawami, a rzadko same sprawy. Cenne, gdyż rzadko uświadamiane.

2. W Polsce notorycznie przechodząc przez drzwi wahadłowe puszczamy je. Na Zachodzie wciąż obowiązuje norma ich przytrzymywania następnemu przechodniowi, poczekania na niego chwilkę, a zawsze sprawdzenia, czy za nami ktoś taki się znajduje. Istotnie, tak mnie jeszcze także wychowywano. To jedna z rzeczy, która w wyzwoleniu z komunizmu z nas wyszła. Tym razem znów dosłownie.

3. Nie dziwi ojca Krupę życzenie Roberta Kubicy przesłania mu relikwii, a dziwi zamieszanie wokół tego, gdyż kult relikwii jest czymś nieodłącznym z katolicyzmem. I to jest bardzo słuszne stwierdzenie. Mnie jako urodzonemu bez chrztu jest łatwo oceniać, ale mam przekonanie, ze polscy katolicy w sporej grupie powinni odejść z kościoła, a w drugiej sporej grupie poszukać innego kościoła, może polskokatolickiego, może ewangelickiego, gdyż katolicyzm z pełnym rygorem wiary ich zwyczajnie nie przekonuje. Ileż można choćby w internecie znaleźć rozpaczliwych nawoływań do wskazania księdza, który udzieli chrztu nieślubnemu dziecku. A przecież dzisiaj w dużych miastach już co trzecie dziecko rodzi się parze z wolnego związku.

Na marginesie - jestem przekonany, że związki partnerskie to będzie jeden z tematów tej kampanii wyborczej i PO na tym dużo straci, gdyż idea heteroseksualnego związku partnerskiego i jego problemów prawnych będzie bardzo bliska ogromnej rzeszy ludzi o 10 lat ode mnie młodszych, czyli wyborców, którzy udźwignęli PO w ostatnich wyborach.

25.02.2011

Czasem coś mnie jeszcze w sprawach ogólnopolskich rusza ;-) więc czasem coś o tym napiszę. Dla tego celu tworzę rubrykę pod tytułem zainspirowanym świetną audycją Niny Nowakowskiej z Radia Merkury, która podczas letniej czystki w tym radio po kilkunastu latach zniknęła już z anteny. Z szacunku inspiruję się tym tytułem bez kopiowania.

24.02.2011